środa, 26 czerwca 2013

Czarna Bezgwiezdna Noc

Ostatnimi czasy doskwierał mi pewien niedosyt. Nie wiedziałam skąd to uczucie. Czy to ze zmęczenia, chwilowej rutyny, czy może braku nowych doświadczeń? To pytanie chodziło za mną krok w krok, wychodząc z domu, wracając do niego, a najczęściej osadzało się w moim umyśle w chwilach gdy siedziałam wieczorem, zdana na siebie i otoczona pustkowiem szumiących lasów. Pewnego dnia dostałam tę odpowiedź, będąc w empiku i szukając dobrej książki. Chodziłam między pułkami, czytając streszczenia od jednej powieści do drugiej. W pewnym momencie, zatrzymując się w dziale "fantastyka", ujrzałam powieści Stephena Kinga.
W tedy ta odpowiedź przyszła. Doskwierał mi głód przeczytania nietuzinkowej książki. Powieści autorstwa Stephena Kinga leżało w bród na półkach, czekając na swych nowych właścicieli. Każda inna. Każda z fabułą posiadającą jakiś wiek. Każda mistrzowska, będąca częścią kuriozalnego dorobku Stephena Kinga - mistrza horrorów. Moje spojrzenie, wygłodniałe i spragnione, przesuwało się chaotycznie po najrozmaitszych okładkach nowych i starych powieści bądź zbiorach opowiadań Kinga. Każdą znałam. Mogłam w pamięci, tam na miejscu, odtworzyć raz jeszcze każdy wątek dowolnego dzieła i rozsmakować się na nowo w korowodzie historii opowiadanych. W pewnym momencie mój wzrok zatrzymał się na o to tej okładce. Czarna Bezgwiezdna Noc. Napis budził respekt. Wtłaczał się do wyobraźni, tworząc kuriozalne, monstrualne obrazy będące jedynie domniemaniami kryjącej się za tytułem fabuły. Znając mistrzowską rękę Stephena Kinga, tytuł wzbierał we mnie drżenie i pragnienie posiadania tej książki. Wzięłam ją w ręce i przerzuciłam parę kartek. Stwierdziłam - "nie ma co, muszę ją mieć". Kupiłam i przeczytałam w niecałe pięć dni. W chwili przewrócenia ostatniej strony, biegnąc wzrokiem po ostatnich wytłoczonych słowach na kartce, wiedziałam, że sięgnęłam po jedną z najbardziej drastycznych książek, jaka kiedykolwiek trafiła mi się w ręce. Po raz kolejny Stephen King pokazał, że jego wyobraźnia i pomysły jeszcze się nie wypaliły i raczej się na to nie zapowiadało. Doskonale. Jednak czytelnik władający ogromnie bogatą wyobraźnią i nadwrażliwym wnętrzem, mógłby się zrazić do dzieł Stephena Kinga. Dlaczego? Otóż jest to zbiór opowiadań o dokonanych morderstwach, opisanych w nader szczegółowy sposób. King nie szczędził nam nawet przelania na papier bitw myśli w głowach morderców, jakie potrafią się zrodzić podczas planowania zabójstwa nawet ukochanej żony. Udowodnił, że nie tylko jego wyobraźnia jest bogata, ale, że umiejętność utożsamiania się z postaciami również wyszlifował do perfekcji. Mogłoby to zakrawać do pewnego stopnia szaleństwa. Skąd czerpał wiedzę o zaburzeniach psychicznych w sposób jakby sam z nimi się borykał? Cóż, efekt mistrzowskiego pióra. Za to ubóstwiam Stephena Kinga.
Jednak dzięki tej książce dowiemy się jak funkcjonuje umysł psychopaty i kiedy możemy dostrzec niebezpieczeństwo w zachowaniu drugiej osoby. Myślę, że za sprawą tego zbioru opowiadań, przeżyło tysiące ludzkich istnień.

Polecam

Ms. Marilyn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz